Jako mama całkiem dorodnego egzemplarza nr 1 i będąc w ciąży z egzemplarzem nr 2 obyta w macierzyńskim kieracie zarzekałam się, że nie będę jak "nowoczesne " matki XXI-wieku, ale pozostanę na poprzedniej epoce i wychowaniu, które i tak gówniane się sprawdza.
Oczywiście pierwszym punktem było, że nie będzie dziecko wychowywane w absolutnej ciszy. Bo jak każdemu powszechnie wiadomo z takim dzieckiem problemów jest co niemiara. Byle piard budzi nasza dziedzinę. A umęczona matka blaga o odrobinę spokoju i wygłuszony pokój bez okien, aby nie zakłóciło nic odrobiny luksusu w jej bezsennym macierzyństwie.
Punkt drugi -samodzielnie będę gotować. Pierwszy konsumował z istnym uwielbieniem to i drugi będzie jadał moje smakowite i urodziwe obiadki.
Trzy-karmie piersią do 1 roku życia. Bo to praktyczne i tanie. Pierwszy odstawił się jak miał 6 miesięcy, a ja jako świeżo upieczona mamusia obwiniałam siebie przez 13 lat, ze to moja wina i że moja psychika nielubiąca ciągnięcia zębiskami za cycki podpowiedziała pierworodnemu o kategorycznym zaprzestaniu.
Efekt moich wyliczeń i oczywistych oczywistości był taki ze egzemplarz nr 2 jak śpi to boje się odetchnąć, żeby niezakłuci spokojnego snu a ja zaciskam nerwowo kciuki i mylne "chwilo trwaj"!!.
Obiadki jada ze słoiczka, bo cholera jasna po ile garnków będę gotować. I tak mam w domu dwóch takich co tylko schabowe jadają razem. Ale i tak jeden z ziemniakami a drugi z makaronem.
I po trzecie gnojek przestał się karmić moim mlekiem mając 4 miesiące. Na nic były moje zabiegi utrzymujące pokarm. Od niemęża dostałam nawet cudowny laktator pod choinkę . A mogłam mieć ta koszulince nocna z Trumpha. Ale nie, na dwie rzeczy nie starczyło.
Nie ma bata przy trzecim egzemplarzu już z góry ustalę, że śpi na pustyni, karmi się mlekiem z proszku i zupkami ze słoika. A ja kupie sobie cokolwiek zechce...
o żesz!
wtorek, 28 czerwca 2016
poniedziałek, 20 czerwca 2016
Reklamą po oczach
Piękne mamy lato tej wiosny. Pogoda rozpieszcza jak może. A my dajemy się rozpieszczać jak bachory jakieś. Bluzeczki, spódniczki, spodenki, jednym słowem wszelaka garderoba kończąca się na „ki". Chociaż widziałam też żakieciki i kurteczki. Ale pomińmy szczegół, że niektórzy jeszcze nie zakupili widać letniej garderoby, a z poprzedniego roku na pewno za mała. Dlaczego? No bo jak ja tyje, to tyje cały świat! Takie mam przynajmniej marzenie...
Ale nie o marzenia się tu rozchodzi a o owoce, które szturmem zaczynają dojrzewać na krzaczkach, drzewkach i grządkach. A co jest najbardziej letnim owocem? Nie mowie o „papierzakach” w lesie; ) Swoja droga te to cały rok są obecne, a szczególnie przy zatoczkach leśnych.
Najbardziej cudnym owocem letnim są ...truskawki. Słodziutkie,czerwoniutkie, jędrniutkie. Niebo w gębie. Tyle że nie lubię świeżych truskawek. Ale za to kocham wszelkiego rodzaju przetwory. A dżemy to mogę robić kilogramami. No i zaczął się czas truskawek. Stragany, straganiki oferują małe, średnie, duże, słodkie, kwaśne, zielone, czerwone jednym słowem dla każdego coś miłego. Raz poszłam i kupiłam zerkając na cenę 8 zetów. Drugi raz poszłam a tam 6 zetów. No cudo! Miód dla moich uszu.
Hmmm jakby tak pomyśleć to chyba nie tak to powiedzenie brzmiało. Miód dla uszu? Chyba u Shreka.
W każdym razie zerkałam co chwila na straganiki i jednego pięknego dnia patrze jest! Jest! Jest! 5 zetów! Tak, tak. Orgazm zakupoholiczki! Będą dżemiory!
Ponieważ jako matka polka i koń pociągowy w jednym mogę tachać wiele, na pewno zdecydowanie więcej niż przewiduje norma pracy kobiety. Ale w zasadzie, gdyby podpisać umowę jako koń pociągowy, albo przynajmniej osioł to można by normy podwyższyć. Tym bardziej że wózek dziecięcy został też doceniony przez złomiarzy. A tym bardziej przez matki. No i do umowy można wpisać jeszcze mały przebieg, ale z dużym obciążeniem. Kurs dom -biedronka, biedronka -dom. Czasami Społem. Ale tylko jak w biedronce czegoś nie ma. A że umowy nie posiadam, a jazdę z wózkiem i dzieckiem traktuje czystko hobbistycznie stwierdziłam, że truskawek kupić nie mogę, bo miejsca brak. Na każdej ręce siata, pod wózkiem pampery i mliko for berbeć w wózku. A owo dziecko leży z cukrem, chlebem, bułkami i margaryną, bo matka musi mieć gębę pusta coby czasami powiedzieć coś do dziecięcia.
Zawiedziona wróciłam do domu. Nagle odzywa się dodatkowy organ polowy przynajmniej populacji na ziemi-komórka. Ba nawet smarkfon. To tak po mutacji. Widze niemąż dzwoni i rzecze:
-Kochanie widziałem ładne truskawki po 5,5. Kupować?
Trybiki w główce się kręcą, powoli przekładnie się przesuwają, wyliczenia wyświetlają mi się jak w kinie. Przez chwile jestem geniuszem matematycznym liczącym koszt i wysiłek i przekładając na poszczególne czynniki pierwsze. I nagle gdzieś obok słyszę rozmowy. Nie to nie możliwe oni mi wykupią truskawki! Nie mogę na to pozwolić.
I jak w reklamie RTV EURO AGD z mego dziewczęcego ciała wydobywa się donośny głos:
-KUPUJ! KUPUJ!!!
Zostałam posiadaczką 6 kg truskawek, które już od 4 dni zabierają mi miejsce w lodowce. Zdecydowanie za dużo reklam oglądam...
środa, 15 czerwca 2016
Gó...ny interes
Ja pitolę czy nie można sprzątać po własnym psie? Kurde ludzie sami tyłka nie wstawiacie pod balkonem kogoś. A psa puszczacie, niech się załatwi biedaczek. Jestem posiadaczka małego, ale jakże urokliwego balkonu usytuowanego na pierwszym pietrze. Mam osłonkę coby mnie nikt nie widział jakbym miała ochotę wyjść w majtach na balkonik z rańca. Tak mi to opisał niemąż. Uwielbiam jak przypisuje argumenty do kolejnych zakupów must have! Tyle że nie pomyślało mu się, że może nieliczni podglądacze zerkający ukradkiem spomiędzy opla a audicy na parkingu jakże umiłowanym przeze mnie. W natłoku spraw wcale nie patrzą na nasz uroczy balkonik. Ale za to cały blok może obejrzeć mnie wzdłuż i wszerz, gdyż ponieważ po skosie mam wszystkich sąsiadów. I tych szczęśliwców z balkonami i tych, co dywany trzepią przez maleńkie okienko w kuchni. Swoja drogą rewelacja siedzieć sobie i wdychać czyjeś smrody dywanowe. Ale sąsiadka zadowolona, bo se dywan wytrzepała. O losie.... Ale zaczęłam się chwalić balkonikiem. A są tam jeszcze kwiaty niezwykłej urody. Koszmarnie drogie, ale to uczucie, kiedy sąsiadka ciebie zaczepia i mówi-Ma pani piękne kwiaty na balkonie- bezcenne!
I taka sielska atmosfera na moim własnym prywatnym edenie zostaje brutalnie przerwana...
-PAAADI, PAADI!
Kurza twarz co jest? Jako dinozaur ery lodowcowej Padi kojarzy mi się tylko i wyłącznie z bożyszczem lat 90. No dobra nie uwierzę, że wam nie. Nie? Naprawdę? Hymn...to tylko ja wiem co to było The Kelly Family? No dobra wygooglujcie sobie archaizmy z mojej młodości.
Owy Pady (ten spod balkonu, a nie ten z gitarą) okazał się kłębkiem futra. Biegającym kłębkiem futra. Wyginającym się na kangura kłębkiem futra. O żesz ten kłębek właśnie zesrał się na trawnik pod moim balkonem. No nie wierze! Weź go babo zabierz! Nie uczyli cię kultury? Ciśnie się na usta. Ale zamiast tego stoję z rozdziawiona gęba. Nie, nie możliwe. Zbierze. Na pewno zbierze. Przecież mamy XXI wiek każdy zbiera po swoim piesku. Jedno spojrzenie wystarcza, aby zobaczyć, że nie. Właścicielka plastykowe coś na pewno nie zbierze. Odchodzi a ja myślę:
na groma ja wychodząc z 50 kg labradorem, grzebie i zbieram te kupska niemieszczące się w standardową torebkę przeznaczona do tego celu.
Na groma chodzę potem z siatami na spacerze niosąc triumfalnie nawóz mego pupila i zmierzam do kosza.
Na groma wpycham to potem nogą, bo ilość nie pozwala na swobodne wrzucenie.
Skoro wszyscy inni pozwalają „kangurować” swoim kundlom i wydalać gdzie popadnie.
Od dzisiaj zostaję obrońca uciśnionych trawników i rzecznikiem wszystkich balkonowych przyjaciół z pierwszych pięter.
Mamy prawo patrzeć na zielony trawnik, a nie na miny wyciśnięte z bezwstydnych czworonogów.
Wytaczam wam wojnę nie zbieracze kup!
I taka sielska atmosfera na moim własnym prywatnym edenie zostaje brutalnie przerwana...
-PAAADI, PAADI!
Kurza twarz co jest? Jako dinozaur ery lodowcowej Padi kojarzy mi się tylko i wyłącznie z bożyszczem lat 90. No dobra nie uwierzę, że wam nie. Nie? Naprawdę? Hymn...to tylko ja wiem co to było The Kelly Family? No dobra wygooglujcie sobie archaizmy z mojej młodości.
Owy Pady (ten spod balkonu, a nie ten z gitarą) okazał się kłębkiem futra. Biegającym kłębkiem futra. Wyginającym się na kangura kłębkiem futra. O żesz ten kłębek właśnie zesrał się na trawnik pod moim balkonem. No nie wierze! Weź go babo zabierz! Nie uczyli cię kultury? Ciśnie się na usta. Ale zamiast tego stoję z rozdziawiona gęba. Nie, nie możliwe. Zbierze. Na pewno zbierze. Przecież mamy XXI wiek każdy zbiera po swoim piesku. Jedno spojrzenie wystarcza, aby zobaczyć, że nie. Właścicielka plastykowe coś na pewno nie zbierze. Odchodzi a ja myślę:
na groma ja wychodząc z 50 kg labradorem, grzebie i zbieram te kupska niemieszczące się w standardową torebkę przeznaczona do tego celu.
Na groma chodzę potem z siatami na spacerze niosąc triumfalnie nawóz mego pupila i zmierzam do kosza.
Na groma wpycham to potem nogą, bo ilość nie pozwala na swobodne wrzucenie.
Skoro wszyscy inni pozwalają „kangurować” swoim kundlom i wydalać gdzie popadnie.
Od dzisiaj zostaję obrońca uciśnionych trawników i rzecznikiem wszystkich balkonowych przyjaciół z pierwszych pięter.
Mamy prawo patrzeć na zielony trawnik, a nie na miny wyciśnięte z bezwstydnych czworonogów.
Wytaczam wam wojnę nie zbieracze kup!
wtorek, 14 czerwca 2016
Lustereczko powiedz przecie ;)
Kobieta piękna chce być w każdej sytuacji, to ogólnie wiadomo. Ślub, chrzciny czy komunia to dla nas sprawa najwyższej wagi, no jedynie na rozwód przychodzi się byle jak, bo alimenty przy okazji trzeba ustalić. Ale w innych momentach swego życia chce być piękna. A co zrobić jak już trzydziecha na karku? Wory pod oczami, które nie są wyłącznie trofeum po niezwykle szaleńczej nocy?
Pojawia się problem. Ale od czego mam głowę? No nie od parady! Właściwie od parady też, ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, żeby sobie wmówić, iż jesteśmy boginiami. Oł je bejbi ; ) Tak, w tym lustrze to ty : ) Dzióbek słodko ci wychodzi. Ale jesteś laska. Hmmm....właściwie to masz fajna głowę, bo nic więcej w lustrze nie widać. No i problem pojawia się jak w witrynie sklepowej nagle do naszej sexy głowy dołącza się reszta cala.
O fuck! To ja tak wyglądam? Kuźwa. A Taka laska byłam rano. Pewnie to dlatego, że jadłam wczoraj te ciastka.
Tez tak macie? Ja nie wiem jak to się dzieje, że maluje się jestem żyleta, a potem green peas po mieście ganiają.
No toż to szok!
Jak można robi takie lustra, szklane okna. Po co to komu? No chyba właśnie, żeby potem mieć radochę jak się siedzi na szkoleniu w sali ze szklanymi oknami przyciemnianymi. Jak przechodzą krąglutkie kobiety i jedna za druga co spojrzą nam w oczy to brzuch wciągają. Ale jaja. Nie widza nas ; )
Taa. Siebie widza. Wystarczy.
Apeluje alby wszystkie okna, szklane witryny, lustra i tym podobne zasłonić do wysokości pierwszego piętra na czas mego odchudzania : )
Pojawia się problem. Ale od czego mam głowę? No nie od parady! Właściwie od parady też, ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, żeby sobie wmówić, iż jesteśmy boginiami. Oł je bejbi ; ) Tak, w tym lustrze to ty : ) Dzióbek słodko ci wychodzi. Ale jesteś laska. Hmmm....właściwie to masz fajna głowę, bo nic więcej w lustrze nie widać. No i problem pojawia się jak w witrynie sklepowej nagle do naszej sexy głowy dołącza się reszta cala.
O fuck! To ja tak wyglądam? Kuźwa. A Taka laska byłam rano. Pewnie to dlatego, że jadłam wczoraj te ciastka.
Tez tak macie? Ja nie wiem jak to się dzieje, że maluje się jestem żyleta, a potem green peas po mieście ganiają.
No toż to szok!
Jak można robi takie lustra, szklane okna. Po co to komu? No chyba właśnie, żeby potem mieć radochę jak się siedzi na szkoleniu w sali ze szklanymi oknami przyciemnianymi. Jak przechodzą krąglutkie kobiety i jedna za druga co spojrzą nam w oczy to brzuch wciągają. Ale jaja. Nie widza nas ; )
Taa. Siebie widza. Wystarczy.
Apeluje alby wszystkie okna, szklane witryny, lustra i tym podobne zasłonić do wysokości pierwszego piętra na czas mego odchudzania : )
piątek, 3 czerwca 2016
Placyku mój ty uroczy.
Wspaniałomyślna Spółdzielnia Mieszkaniowa zrobiła dla biedoty plac zabaw. Za moich czasów zajmował on całą długość bloku. Teraz dumnie w jego miejscu stoi piękny parking :) Na mnóstwo samochodów. Właściwie to wcale nie takie mnóstwo, bo ja tam, nigdy nie mogę zaparkować.
Co dziwniejsze zaczęłam zauważać jakieś dziwne zachowanie kierowców. Gruby pan z pierwszej klatki o wyglądzie agenta ubezpieczeniowego (nie żebym coś do nich miała, sama byłam agentem) stawia swoja audice codziennie w tym samym miejscu. Potrafił stać w mrozie czekając cierpliwie jak na agenta przystało godzinę na wolną miejscówe! Szok. No, ale widać żona zołza, niechybnie wprowadziła dietę cud i do domu mu niespieszno. A ja siedzę za firanką i się śmieję :) Również pierwsza klatka obdarzyła nas fantastycznie sprytnym kierowca posiadającym dwa samochody, będziemy go tu nazywać per „ Dostawczak". No więc Dostawczak potrafi gnać po trawniku, byleby zająć miejsce godne jego pozycji. Dziwnym zrządzeniem losu wraca o podobnej godzinie jak mój niemąż. Widok dostawczaka rozwijającego żagle i odpychającego się noga dla zwiększenia prędkości to znak dla mnie, iż niemąż zamierza do domu trafić. No ale przed nim ostatnia próba. No może dziś wyprzedzi Pana Dostawczaka. No nie, znowu niefart. O żesz !
Ale wracając do placu zabaw. Jak już mówiłam mamy plac zabaw. Malusi, malusieńki. Widać co roku coraz mniejsza populacja. Dzieci się nie rodzą to i placów nie potrzebują. Ale za to te, co dorosły mają po dwa samochody. A miejsc parkingowych jak na lekarstwo! Zburzmy szkoły! Po co je trzymać skoro dzieci ni ma. Na ich miejsce zbudujmy piętrowe cudo do parkowania! Oj uczepiłam się tego parkingu, a o dzieciach miałam pisać. Tylko,że krew zalewa człeka porządnego, jak widzi niemieszkańców zajmujących jakże deficytowe na tym osiedlu miejsce parkingowe.
A dzieci o dziwo na plac przychodzą. Dziw bierze, że tak ich dużo. Raz, dwa, trzy, cztery...toż to tłok już na placu zabaw. Dzieci walczą o huśtawki, piaskownice i o jakiś sprzęt co to nazwy nie znam bo ja z pokolenia biegających po drzewach, a siłownie znającą tylko z przekazów ustnych. Ale to chyba nie dla dzieci bo nogi prawie do szpagatu im się na tym rozjeżdżają, a i tak uchwytów dosięgnąć biedne dziadki nie mogą. Ale za to huśtawki są jak zawsze w cenie. Zazwyczaj oblegają je cudownej urody dziewczynki. Złote włosy, loki, piegi, dwa kucyki, uśmiech od ucha do ucha :) Aniołki :) A z ich ust wydobywa się szczebiot złudny i nikczemny „barania dupa”, „zamknij ryj”,"oddaj to dziadu” i wiele innych soczystych wyrazów, którymi nie powstydziłby się dobrej klasy żul spod sklepu. I ja pytam, gdzie są rodzice?
A no właśnie w samochodach, usiłują zaparkować....
Co dziwniejsze zaczęłam zauważać jakieś dziwne zachowanie kierowców. Gruby pan z pierwszej klatki o wyglądzie agenta ubezpieczeniowego (nie żebym coś do nich miała, sama byłam agentem) stawia swoja audice codziennie w tym samym miejscu. Potrafił stać w mrozie czekając cierpliwie jak na agenta przystało godzinę na wolną miejscówe! Szok. No, ale widać żona zołza, niechybnie wprowadziła dietę cud i do domu mu niespieszno. A ja siedzę za firanką i się śmieję :) Również pierwsza klatka obdarzyła nas fantastycznie sprytnym kierowca posiadającym dwa samochody, będziemy go tu nazywać per „ Dostawczak". No więc Dostawczak potrafi gnać po trawniku, byleby zająć miejsce godne jego pozycji. Dziwnym zrządzeniem losu wraca o podobnej godzinie jak mój niemąż. Widok dostawczaka rozwijającego żagle i odpychającego się noga dla zwiększenia prędkości to znak dla mnie, iż niemąż zamierza do domu trafić. No ale przed nim ostatnia próba. No może dziś wyprzedzi Pana Dostawczaka. No nie, znowu niefart. O żesz !
Ale wracając do placu zabaw. Jak już mówiłam mamy plac zabaw. Malusi, malusieńki. Widać co roku coraz mniejsza populacja. Dzieci się nie rodzą to i placów nie potrzebują. Ale za to te, co dorosły mają po dwa samochody. A miejsc parkingowych jak na lekarstwo! Zburzmy szkoły! Po co je trzymać skoro dzieci ni ma. Na ich miejsce zbudujmy piętrowe cudo do parkowania! Oj uczepiłam się tego parkingu, a o dzieciach miałam pisać. Tylko,że krew zalewa człeka porządnego, jak widzi niemieszkańców zajmujących jakże deficytowe na tym osiedlu miejsce parkingowe.
A dzieci o dziwo na plac przychodzą. Dziw bierze, że tak ich dużo. Raz, dwa, trzy, cztery...toż to tłok już na placu zabaw. Dzieci walczą o huśtawki, piaskownice i o jakiś sprzęt co to nazwy nie znam bo ja z pokolenia biegających po drzewach, a siłownie znającą tylko z przekazów ustnych. Ale to chyba nie dla dzieci bo nogi prawie do szpagatu im się na tym rozjeżdżają, a i tak uchwytów dosięgnąć biedne dziadki nie mogą. Ale za to huśtawki są jak zawsze w cenie. Zazwyczaj oblegają je cudownej urody dziewczynki. Złote włosy, loki, piegi, dwa kucyki, uśmiech od ucha do ucha :) Aniołki :) A z ich ust wydobywa się szczebiot złudny i nikczemny „barania dupa”, „zamknij ryj”,"oddaj to dziadu” i wiele innych soczystych wyrazów, którymi nie powstydziłby się dobrej klasy żul spod sklepu. I ja pytam, gdzie są rodzice?
A no właśnie w samochodach, usiłują zaparkować....
czwartek, 2 czerwca 2016
Potencjalnie myśląc
Siedzę i czekam na deszcz. Będę miała wymówkę, dlaczego nie wyszłam na spacer.
A prawda jest taka, że mi się nie chce.
Dupa ciężką.
Jak tu spacerować? No dobra trochę złudnie dla siebie schowam się za wózkiem :) Głupie to, ale kobieta po ciąży uważa, że jak zasłania się dzieckiem to jej waga jest w zupełności do zaakceptowania. Wtedy również znajomi mogą powiedzieć
- Zaraz ci zejdzie. No niech mały/mała zacznie biegać.
Taa jasne.
Jak weszło w ciąży to tak szybko nie odpuści. Komórki tłuszczu przez przynajmniej 6 miesięcy miały wieczny bal :)
-O jak cudownie końcu daje nam poszaleć. Bracia i siostry celulity rozmnażajmy się szybko, bo jak urodzi to już nie będzie taka skora do jedzenia. A jak teraz nas będzie ogrom to już się nas nie pozbędzie :)hehe.
No tak, tylko jak już urodzimy to wcale nie jest nam do śmiechu. Bo nagle okazuje się,ze cholera brzuch nie znikł, ale można go przesunąć i zobaczyć uda i łydki. Kurde to nie była opuchlizna ciążowa? Co do cholery! Przecież Stasia,Basia i Henia schudły tyle, a ja?
No właśnie. A ja? A moje komórki tłuszczowe? Moje mają dalej bal :) Za nic w świecie mnie nie opuszczą. To taka miłość jednostronna na cale Zycie. Powinna otworzyć klub, zamiast AA to AG-anonimowe grubasy.
-Cześć nazywam się Ania i jestem anonimowym grubasem. Jestem na odwyku już 5 miesięcy.
-Czeeeessc Ania! :)
Zbiłabym fortunę:)
A tak to siedzę na kanapie. Z Chodakowska się nie lubimy. Jak włączyłam kiedyś jej zestaw ćwiczeń to po 5 minutach leżałam prawie nieprzytomna na podłodze.
Ewa mówi-dajesz rade ? A ja słabo odpowiadałam z nosem przy ziemi-Nieeeee. I tak było najlepsze jak ćwiczenie polegało na podniesieniu nóg. A moje ni cholery nie chciały współpracować. I nagle stwierdziłam, że te ćwiczenia są strasznie zaawansowane. To takie dla 20 kg mniej :)
Wracając do tematu -powinnam być bogata i kasę zbijać na tłuszczyku.
A ja taki potencjał niewykorzystany marnuje obijając się na kanapie ;)
A prawda jest taka, że mi się nie chce.
Dupa ciężką.
Jak tu spacerować? No dobra trochę złudnie dla siebie schowam się za wózkiem :) Głupie to, ale kobieta po ciąży uważa, że jak zasłania się dzieckiem to jej waga jest w zupełności do zaakceptowania. Wtedy również znajomi mogą powiedzieć
- Zaraz ci zejdzie. No niech mały/mała zacznie biegać.
Taa jasne.
Jak weszło w ciąży to tak szybko nie odpuści. Komórki tłuszczu przez przynajmniej 6 miesięcy miały wieczny bal :)
-O jak cudownie końcu daje nam poszaleć. Bracia i siostry celulity rozmnażajmy się szybko, bo jak urodzi to już nie będzie taka skora do jedzenia. A jak teraz nas będzie ogrom to już się nas nie pozbędzie :)hehe.
No tak, tylko jak już urodzimy to wcale nie jest nam do śmiechu. Bo nagle okazuje się,ze cholera brzuch nie znikł, ale można go przesunąć i zobaczyć uda i łydki. Kurde to nie była opuchlizna ciążowa? Co do cholery! Przecież Stasia,Basia i Henia schudły tyle, a ja?
No właśnie. A ja? A moje komórki tłuszczowe? Moje mają dalej bal :) Za nic w świecie mnie nie opuszczą. To taka miłość jednostronna na cale Zycie. Powinna otworzyć klub, zamiast AA to AG-anonimowe grubasy.
-Cześć nazywam się Ania i jestem anonimowym grubasem. Jestem na odwyku już 5 miesięcy.
-Czeeeessc Ania! :)
Zbiłabym fortunę:)
A tak to siedzę na kanapie. Z Chodakowska się nie lubimy. Jak włączyłam kiedyś jej zestaw ćwiczeń to po 5 minutach leżałam prawie nieprzytomna na podłodze.
Ewa mówi-dajesz rade ? A ja słabo odpowiadałam z nosem przy ziemi-Nieeeee. I tak było najlepsze jak ćwiczenie polegało na podniesieniu nóg. A moje ni cholery nie chciały współpracować. I nagle stwierdziłam, że te ćwiczenia są strasznie zaawansowane. To takie dla 20 kg mniej :)
Wracając do tematu -powinnam być bogata i kasę zbijać na tłuszczyku.
A ja taki potencjał niewykorzystany marnuje obijając się na kanapie ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)