środa, 15 czerwca 2016

Gó...ny interes

     Ja pitolę czy nie można sprzątać po własnym psie? Kurde ludzie sami tyłka nie wstawiacie pod balkonem kogoś. A psa puszczacie, niech się załatwi biedaczek. Jestem posiadaczka małego, ale jakże urokliwego balkonu usytuowanego na pierwszym pietrze. Mam osłonkę coby mnie nikt nie widział jakbym miała ochotę wyjść w majtach na balkonik z rańca. Tak mi to opisał niemąż. Uwielbiam jak przypisuje argumenty do kolejnych zakupów must have! Tyle że nie pomyślało mu się, że może nieliczni podglądacze zerkający ukradkiem spomiędzy opla a audicy na parkingu jakże umiłowanym przeze mnie. W natłoku spraw wcale nie patrzą na nasz uroczy balkonik. Ale za to cały blok może obejrzeć mnie wzdłuż i wszerz, gdyż ponieważ po skosie mam wszystkich sąsiadów. I tych szczęśliwców z balkonami i tych, co dywany trzepią przez maleńkie okienko w kuchni. Swoja drogą rewelacja siedzieć sobie i wdychać czyjeś smrody dywanowe. Ale sąsiadka zadowolona, bo se dywan wytrzepała. O losie.... Ale zaczęłam się chwalić balkonikiem. A są tam jeszcze kwiaty niezwykłej urody. Koszmarnie drogie, ale to uczucie, kiedy sąsiadka ciebie zaczepia i mówi-Ma pani piękne kwiaty na balkonie- bezcenne!
I taka sielska atmosfera na moim własnym prywatnym edenie zostaje brutalnie przerwana...

-PAAADI, PAADI!

Kurza twarz co jest? Jako dinozaur ery lodowcowej Padi kojarzy mi się tylko i wyłącznie z bożyszczem lat 90. No dobra nie uwierzę, że wam nie. Nie? Naprawdę? Hymn...to tylko ja wiem co to było The Kelly Family? No dobra wygooglujcie sobie archaizmy z mojej młodości.
Owy Pady (ten spod balkonu, a nie ten z gitarą) okazał się kłębkiem futra. Biegającym kłębkiem futra. Wyginającym się na kangura kłębkiem futra. O żesz ten kłębek właśnie zesrał się na trawnik pod moim balkonem. No nie wierze! Weź go babo zabierz! Nie uczyli cię kultury? Ciśnie się na usta. Ale zamiast tego stoję z rozdziawiona gęba. Nie, nie możliwe. Zbierze. Na pewno zbierze. Przecież mamy XXI wiek każdy zbiera po swoim piesku. Jedno spojrzenie wystarcza, aby zobaczyć, że nie. Właścicielka plastykowe coś na pewno nie zbierze. Odchodzi a ja myślę:

na groma ja wychodząc z 50 kg labradorem, grzebie i zbieram te kupska niemieszczące się w standardową torebkę przeznaczona do tego celu. 
Na groma chodzę potem z siatami na spacerze niosąc triumfalnie nawóz mego pupila i zmierzam do kosza. 
Na groma wpycham to potem nogą, bo ilość nie pozwala na swobodne wrzucenie. 
Skoro wszyscy inni pozwalają „kangurować” swoim kundlom i wydalać gdzie popadnie.

 Od dzisiaj zostaję obrońca uciśnionych trawników i rzecznikiem wszystkich balkonowych przyjaciół z pierwszych pięter.
 Mamy prawo patrzeć na zielony trawnik, a nie na miny wyciśnięte z bezwstydnych czworonogów. 
Wytaczam wam wojnę nie zbieracze kup!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz