poniedziałek, 20 czerwca 2016
Reklamą po oczach
Piękne mamy lato tej wiosny. Pogoda rozpieszcza jak może. A my dajemy się rozpieszczać jak bachory jakieś. Bluzeczki, spódniczki, spodenki, jednym słowem wszelaka garderoba kończąca się na „ki". Chociaż widziałam też żakieciki i kurteczki. Ale pomińmy szczegół, że niektórzy jeszcze nie zakupili widać letniej garderoby, a z poprzedniego roku na pewno za mała. Dlaczego? No bo jak ja tyje, to tyje cały świat! Takie mam przynajmniej marzenie...
Ale nie o marzenia się tu rozchodzi a o owoce, które szturmem zaczynają dojrzewać na krzaczkach, drzewkach i grządkach. A co jest najbardziej letnim owocem? Nie mowie o „papierzakach” w lesie; ) Swoja droga te to cały rok są obecne, a szczególnie przy zatoczkach leśnych.
Najbardziej cudnym owocem letnim są ...truskawki. Słodziutkie,czerwoniutkie, jędrniutkie. Niebo w gębie. Tyle że nie lubię świeżych truskawek. Ale za to kocham wszelkiego rodzaju przetwory. A dżemy to mogę robić kilogramami. No i zaczął się czas truskawek. Stragany, straganiki oferują małe, średnie, duże, słodkie, kwaśne, zielone, czerwone jednym słowem dla każdego coś miłego. Raz poszłam i kupiłam zerkając na cenę 8 zetów. Drugi raz poszłam a tam 6 zetów. No cudo! Miód dla moich uszu.
Hmmm jakby tak pomyśleć to chyba nie tak to powiedzenie brzmiało. Miód dla uszu? Chyba u Shreka.
W każdym razie zerkałam co chwila na straganiki i jednego pięknego dnia patrze jest! Jest! Jest! 5 zetów! Tak, tak. Orgazm zakupoholiczki! Będą dżemiory!
Ponieważ jako matka polka i koń pociągowy w jednym mogę tachać wiele, na pewno zdecydowanie więcej niż przewiduje norma pracy kobiety. Ale w zasadzie, gdyby podpisać umowę jako koń pociągowy, albo przynajmniej osioł to można by normy podwyższyć. Tym bardziej że wózek dziecięcy został też doceniony przez złomiarzy. A tym bardziej przez matki. No i do umowy można wpisać jeszcze mały przebieg, ale z dużym obciążeniem. Kurs dom -biedronka, biedronka -dom. Czasami Społem. Ale tylko jak w biedronce czegoś nie ma. A że umowy nie posiadam, a jazdę z wózkiem i dzieckiem traktuje czystko hobbistycznie stwierdziłam, że truskawek kupić nie mogę, bo miejsca brak. Na każdej ręce siata, pod wózkiem pampery i mliko for berbeć w wózku. A owo dziecko leży z cukrem, chlebem, bułkami i margaryną, bo matka musi mieć gębę pusta coby czasami powiedzieć coś do dziecięcia.
Zawiedziona wróciłam do domu. Nagle odzywa się dodatkowy organ polowy przynajmniej populacji na ziemi-komórka. Ba nawet smarkfon. To tak po mutacji. Widze niemąż dzwoni i rzecze:
-Kochanie widziałem ładne truskawki po 5,5. Kupować?
Trybiki w główce się kręcą, powoli przekładnie się przesuwają, wyliczenia wyświetlają mi się jak w kinie. Przez chwile jestem geniuszem matematycznym liczącym koszt i wysiłek i przekładając na poszczególne czynniki pierwsze. I nagle gdzieś obok słyszę rozmowy. Nie to nie możliwe oni mi wykupią truskawki! Nie mogę na to pozwolić.
I jak w reklamie RTV EURO AGD z mego dziewczęcego ciała wydobywa się donośny głos:
-KUPUJ! KUPUJ!!!
Zostałam posiadaczką 6 kg truskawek, które już od 4 dni zabierają mi miejsce w lodowce. Zdecydowanie za dużo reklam oglądam...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz