Wspaniałomyślna Spółdzielnia Mieszkaniowa zrobiła dla biedoty plac zabaw. Za moich czasów zajmował on całą długość bloku. Teraz dumnie w jego miejscu stoi piękny parking :) Na mnóstwo samochodów. Właściwie to wcale nie takie mnóstwo, bo ja tam, nigdy nie mogę zaparkować.
Co dziwniejsze zaczęłam zauważać jakieś dziwne zachowanie kierowców. Gruby pan z pierwszej klatki o wyglądzie agenta ubezpieczeniowego (nie żebym coś do nich miała, sama byłam agentem) stawia swoja audice codziennie w tym samym miejscu. Potrafił stać w mrozie czekając cierpliwie jak na agenta przystało godzinę na wolną miejscówe! Szok. No, ale widać żona zołza, niechybnie wprowadziła dietę cud i do domu mu niespieszno. A ja siedzę za firanką i się śmieję :) Również pierwsza klatka obdarzyła nas fantastycznie sprytnym kierowca posiadającym dwa samochody, będziemy go tu nazywać per „ Dostawczak". No więc Dostawczak potrafi gnać po trawniku, byleby zająć miejsce godne jego pozycji. Dziwnym zrządzeniem losu wraca o podobnej godzinie jak mój niemąż. Widok dostawczaka rozwijającego żagle i odpychającego się noga dla zwiększenia prędkości to znak dla mnie, iż niemąż zamierza do domu trafić. No ale przed nim ostatnia próba. No może dziś wyprzedzi Pana Dostawczaka. No nie, znowu niefart. O żesz !
Ale wracając do placu zabaw. Jak już mówiłam mamy plac zabaw. Malusi, malusieńki. Widać co roku coraz mniejsza populacja. Dzieci się nie rodzą to i placów nie potrzebują. Ale za to te, co dorosły mają po dwa samochody. A miejsc parkingowych jak na lekarstwo! Zburzmy szkoły! Po co je trzymać skoro dzieci ni ma. Na ich miejsce zbudujmy piętrowe cudo do parkowania! Oj uczepiłam się tego parkingu, a o dzieciach miałam pisać. Tylko,że krew zalewa człeka porządnego, jak widzi niemieszkańców zajmujących jakże deficytowe na tym osiedlu miejsce parkingowe.
A dzieci o dziwo na plac przychodzą. Dziw bierze, że tak ich dużo. Raz, dwa, trzy, cztery...toż to tłok już na placu zabaw. Dzieci walczą o huśtawki, piaskownice i o jakiś sprzęt co to nazwy nie znam bo ja z pokolenia biegających po drzewach, a siłownie znającą tylko z przekazów ustnych. Ale to chyba nie dla dzieci bo nogi prawie do szpagatu im się na tym rozjeżdżają, a i tak uchwytów dosięgnąć biedne dziadki nie mogą. Ale za to huśtawki są jak zawsze w cenie. Zazwyczaj oblegają je cudownej urody dziewczynki. Złote włosy, loki, piegi, dwa kucyki, uśmiech od ucha do ucha :) Aniołki :) A z ich ust wydobywa się szczebiot złudny i nikczemny „barania dupa”, „zamknij ryj”,"oddaj to dziadu” i wiele innych soczystych wyrazów, którymi nie powstydziłby się dobrej klasy żul spod sklepu. I ja pytam, gdzie są rodzice?
A no właśnie w samochodach, usiłują zaparkować....
Co dziwniejsze zaczęłam zauważać jakieś dziwne zachowanie kierowców. Gruby pan z pierwszej klatki o wyglądzie agenta ubezpieczeniowego (nie żebym coś do nich miała, sama byłam agentem) stawia swoja audice codziennie w tym samym miejscu. Potrafił stać w mrozie czekając cierpliwie jak na agenta przystało godzinę na wolną miejscówe! Szok. No, ale widać żona zołza, niechybnie wprowadziła dietę cud i do domu mu niespieszno. A ja siedzę za firanką i się śmieję :) Również pierwsza klatka obdarzyła nas fantastycznie sprytnym kierowca posiadającym dwa samochody, będziemy go tu nazywać per „ Dostawczak". No więc Dostawczak potrafi gnać po trawniku, byleby zająć miejsce godne jego pozycji. Dziwnym zrządzeniem losu wraca o podobnej godzinie jak mój niemąż. Widok dostawczaka rozwijającego żagle i odpychającego się noga dla zwiększenia prędkości to znak dla mnie, iż niemąż zamierza do domu trafić. No ale przed nim ostatnia próba. No może dziś wyprzedzi Pana Dostawczaka. No nie, znowu niefart. O żesz !
Ale wracając do placu zabaw. Jak już mówiłam mamy plac zabaw. Malusi, malusieńki. Widać co roku coraz mniejsza populacja. Dzieci się nie rodzą to i placów nie potrzebują. Ale za to te, co dorosły mają po dwa samochody. A miejsc parkingowych jak na lekarstwo! Zburzmy szkoły! Po co je trzymać skoro dzieci ni ma. Na ich miejsce zbudujmy piętrowe cudo do parkowania! Oj uczepiłam się tego parkingu, a o dzieciach miałam pisać. Tylko,że krew zalewa człeka porządnego, jak widzi niemieszkańców zajmujących jakże deficytowe na tym osiedlu miejsce parkingowe.
A dzieci o dziwo na plac przychodzą. Dziw bierze, że tak ich dużo. Raz, dwa, trzy, cztery...toż to tłok już na placu zabaw. Dzieci walczą o huśtawki, piaskownice i o jakiś sprzęt co to nazwy nie znam bo ja z pokolenia biegających po drzewach, a siłownie znającą tylko z przekazów ustnych. Ale to chyba nie dla dzieci bo nogi prawie do szpagatu im się na tym rozjeżdżają, a i tak uchwytów dosięgnąć biedne dziadki nie mogą. Ale za to huśtawki są jak zawsze w cenie. Zazwyczaj oblegają je cudownej urody dziewczynki. Złote włosy, loki, piegi, dwa kucyki, uśmiech od ucha do ucha :) Aniołki :) A z ich ust wydobywa się szczebiot złudny i nikczemny „barania dupa”, „zamknij ryj”,"oddaj to dziadu” i wiele innych soczystych wyrazów, którymi nie powstydziłby się dobrej klasy żul spod sklepu. I ja pytam, gdzie są rodzice?
A no właśnie w samochodach, usiłują zaparkować....
może byłaś agentem, ale teraz jesteś agentka :D
OdpowiedzUsuńOj tam,oj tam. Staram sie byc poważna ;)
Usuń